5.10.13

Wake up, wake up, i’m ready to play now


i used to think i couldn’t sleep next to the men i cared about because i was afraid they’d leave.
it took some time to learn that i wasn’t so much afraid they’d leave as utterly excited that they would stay, and night would turn to morning, and i’d wake to two coffees and a shared newspaper and a filled silence.
and it was that excitement that kept me from sleep, stretching the night forever in front of me.
so i’d lie there, eyes open, like a child, whispering,
wake up, wake up, i’m ready to play now. 



Jak każda dziewczynka marzyłam o księciu z bajki. Miał być wspaniały, bez skazy. Miał odgadywać moje myśli, zachcianki. Przynosić kwiaty i parzyć rano herbatę. W każdym calu, o każdej porze dnia i nocy miał być dżentelmenem. Miał…
Z marzeń małej dziewczynki zostało głównie pragnienie by znaleźć kogoś, kto będzie w stanie mnie dopełnić. Z czasem zrozumiałam, że ludzie idealni nie istnieją. Idealni w sensie ogólnym, bo przecież można znaleźć kogoś kto jest idealny dla nas.
W mojej głowie wciąż tkwił obrazek sielanki jaka czeka mnie po znalezieniu drugiej połowy. Ponownie miało być wspaniale, herbata o poranku, ciepłe bułeczki. Wspólne spacery, wieczory, poranki.
Być może gdyby wtedy ktoś powiedział mi jak wygląda życie we dwoje, potrafiłabym się na to w późniejszym czasie przygotować. Oszczędziłabym nam wielu smutków i żali. Wiedziałabym jak postępować, bo kompromisy i ustępstwa są dość istotne.
Mimo to wobec miłości jestem jak dziecko, wiecznie podekscytowana. Czasem cieszą mnie drobne rzeczy, jak miły gest, czy ciepłe słowo. Innym razem to kakao z cynamonem. Nie ma reguły, pełna dowolność.
Są i momenty gdy mam ochotę krzyczeć i tupać, byleby osiągnąć swój cel – jak dziecko. Nie potrafię zrozumieć, że idąc na ustępstwo zyskuję wiele więcej. Czasem po prostu musi być tak i koniec!
Czerpię radość z tego co mam. Przez kilka dobrych lat raczej łapczywie kąsałam. Teraz umiem się nimi delektować. Niczego nie przyspieszam i nie spowalniam. Cieszę się i to mi smakuje.
Bycie we dwoje ma swoje wady i zalety. To kwestia dopracowania i dotarcia się. Bywa, że gubię się w tym wszystkim i nie potrafię znaleźć złotego środka, przeginam w jedną albo w drugą stronę.
Niezmiennie chcę w tym być, chłonąć ten specyficzny stan zakochania.

I. want. to. go. there. 

19.9.13

Time is changing




Jeszcze tylko cztery dni dzielą nas od jesieni, tej kalendarzowej oczywiście, bo w powietrzu czuć ją już od jakiegoś czasu. Powoli wychodząc rano z domu zaczynam zastanawiać się nad zabraniem ze sobą rękawiczek. Zostałam również wykluczona z życia na ponad tydzień, kiedy zmogła mnie choroba. Tak to zdecydowanie mój czas. Cały ten ziąb, katar i kaszel sprawiły, że zaczęła się zastanawiać nad tym jak to było kiedyś, gdy jedynym poważniejszym obowiązkiem była szkoła i nauka.
Teraz nienawidzę chorować i na szczęście nie muszę często się z tym zmagać. Być może to zasługa moich wyczynów z lat szkolnych, kiedy robiło się co tylko mogło by choć na kilka dni zostać w domu. Właściwie wszystko było lepsze niż chodzenie do szkoły. A jeszcze lepiej gdy ominęło się sprawdzian, na który akurat zapomniało się nauczyć.
Biegałyśmy z koleżankami w ziąb z rozpiętymi kurtkami, bez szalika i czapki. Oczywiście z dala od opiekuńczego wzroku naszych matek, które prawdo podobnie łby by nam poukręcały, gdyby to widziały. Cóż jak się złapało przeziębienie to znaczy akcja się udała i można było zostać w domu. Gorzej kiedy zamiast choróbka (tak, dzieci mają bardzo mało śmiertelne poczucie choroby), organizm się zahartował i potem do końca roku szkolnego nic, a na same wakacje angina.
Pamiętam też jedną z lekcji polskiego, kiedy to pani opowiadała nam o tym jak to za jej czasów się kombinowało, żeby nie iść do szkoły. Opowiedziała nam o metodzie na ziemniaka, który surowy miał właściwości…przeczyszczające. Następnego dnia połowa klasy była nieobecna. Ciekawe dlaczego, do tej pory nie wiem i chyba wole nie wiedzieć.
Teraz czas się zmienia, nie biegnę już do szkoły, a do pracy zamiast zwolnienia od rodziców muszę zanieść L4. Z resztą chorowanie przestało być fajne., trwa za długo, jest zbyt męczące. Z biegiem czasu zaczynamy kombinować na innych frontach, już nie zastanawiamy się jakby tu nie pójść do szkoły.

A wy mieliście jakieś swoje sposoby na nie chodzenie do szkoły? ;)

8.9.13

Angel Wings


Znacie to uczucie, gdy widząc jakieś miejsce macie ochotę krzyknąć: „chcę tu mieszkać”? Ja poznałam je dzisiaj, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Do tej pory nie przywiązywałam do tego takiej wagi, tam gdzie mieszkałam było mi albo po prostu dobrze, albo wręcz odwrotnie, ale takie miejsce dość szybko opuszczałam. Osiedle Angel Wings jest właśnie takim moim „chcę tu mieszkać”. Osiedle wybudowane nad rzeką z przystanią, tarasami widokowymi. Generalnie dużo okien, dużo światła, dużo zielenie, mało miejskiego hałasu, przy jednoczesnej bliskości centrum.
„Projekt jest dziełem nagradzanego światowego biura Gottesman-Szmelcman Architecture SARL w Paryży. Założona przez Asafa Gottesmana i Amiego Szmelcmana w 2003 roku pracowania specjalizuje się w projektowaniu prestiżowych osiedli mieszkaniowych i rewitalizacji przestrzeni miejskiej. „*
W przerwie między wzdychaniem do mojego nieosiągalnego osiedla, zrobiliśmy kilka zdjęć niedzielnej stylizacji. Przy okazji wybraliśmy się na krótki spacer, który przedłużył nam się do pięciu godzin. Nie żałuję bo odkryliśmy świetną smażalnie ryb (ul. Opatowicka), w której zjedliśmy genialnego pstrąga.
Zostawiam Was ze zdjęciami, być może kiedyś w końcu dojdę do perfekcji w utrzymaniu pozy dłużej niż przez ułamek sekundy, tym samym ułatwiając mojemu fotografowi zadanie. 

Do you know that feeling when you see a place and you feel like shouting: "I want to live here?" I met them today, it was love at first sight.
"The project is the work of award-winning global agency Gottesman-Szmelcman Architecture SARL Paryży. Founded by Asaf Gottesman and Ami Szmelcmana to work in 2003, specializes in designing prestigious residential and urban renewal. "*
In between sighs to my unreachable settlements, we took some photos of Sunday's styling. By the way, we went for a short walk, which we extended to five hours. I do not regret because we found a great fish fry (Opatowicka Street), where we had a brilliant trout.
I leave you with pictures









7.9.13

Sneakersy

Sneakersy kocha każdy. Na blogach wyrosły jak grzyby po deszczu. Nic dziwnego są wygodne i stylowe, w dodatku można je zestawić ze stylizacjami nie tylko w stylu „idę biegać”.
Niestety żadne nie podbiły mojego serca i gdy traciłam nadzieje na znalezienie czegoś dla siebie oto pojawiły się. Prawdziwe objawienie i niewątpliwie z przyjemnością stanę się ich posiadaczką. 
Inkkas poznałam dzięki The Mandarine Girl. Buty są kolorowe i bez wątpienia nikt nie przejdzie koło nich obojętnie. Nie znalazłam ich w polskich sklepach, chociaż muszę przyznać, że nie szukałam specjalnie gorliwie.
Sneakersy Inkkas noszą wszyscy, mali, duzi, kobiety, mężczyźni, nie ma znaczenia – ja je pokochałam!
Mój faworyt Black Spectrum Low Top. Zobaczcie sami. 


źródło: The Mandarine Girl

3.9.13

It's hard to be a model


Miała być pierwsza stylizacja i mocne wejście. Niestety paradowanie przed obiektywem i wykrzywianie się na różne strony w celu dobrej prezentacji…impossible. Mam świetnego fotografa, niestety ja w roli modelki to jak słoń w składzie porcelany. Muszę się jeszcze wiele nauczyć. Póki co zostawiam Was ze zdjęciami nie do końca szafiarskimi.

This supposed to be my first styling and strong entry. Unfortunately my paraded in front of the lens and warping in different poses to a good presentation ... impossible. I have a great photographer, but I as a model I'm like a bull in a china shop. I have a lot to learn. For now I leave you with pictures not exactly like they should look like in the future.





coat - Cropp Town
denim shirt - Tally Weijl
t-shirt - Cropp Town
skirt - House